Superlalka z superrolki

01.01.0001   Joanna Winiecka-Nowak

Superlalka z superrolki

Superlalka z super rolki Mieszkanie w jednym domu z kilkulatkiem przypomina czasami film grozy. Nagle, ni z tego, ni z owego, zaczyna straszyć WIDMO. Konkretnie widmo nowej lalki, zwierzątka elektronicznego, robota lub autka. Co z tego, że na półkach stoją rzędem (lub co gorsza leżą w kącie) trzy identyczne zabawki. Dziecko i tak wie lepiej (przecież stary bobasek nie umie mówić „dobranoc”). A poza tym pan w telewizorze powiedział, że każda dziewczynka musi to mieć. Tak więc nasza pięciolatka, z załzawionymi oczami negocjuje kilka razy dziennie: „WSZYSCY w przedszkolu mają już taką zabawkę. A wy mi NIGDY nie kupujecie tego, co chcę…”. Co wtedy zrobić?

W pierwszym odruchu mamy ochotę po prostu nabyć zabawkę i uciąć dyskusje. Niestety jest to rozwiązanie pozorne. Po jakimś tygodniu nowe autko lub lala i tak dołączą do połamanej ekipy zalegającej pod łóżkiem. Po następnej reklamie schemat zaczyna się od początku, a my jesteśmy w punkcie „zero”.
Co począć by wybrnąć z tego błędnego koła? Pomysłów jest bardzo wiele. Mi przypadł do gustu zwłaszcza jeden  – twórcze skanalizowanie pragnień dziecka. Dla przykładu - trik pod tytułem „Dzidziuś reaktywacja”. Zaczynamy od oczyszczenia i przebrania poprzedniego bobaska (może starczy przyszyć do jego ubranka kilka kwiatków z pasmanterii?). Później wykonujemy stosowną szafkę i łóżeczko (kartony po butach oklejone kolorowymi wycinkami z gazet). Do środka wkładamy posiadane wyposażenie. Możemy je również twórczo uzupełnić na przykład kocykiem z szalika, talerzykami z pokrywek od słoika, albo lalunią narysowaną przez dziecko na tekturowej rolce od papieru toaletowego.
Twórczość może oczywiście pójść w wielu kierunkach. Z większych kartonów stworzymy dom dla lalek, a na nawet daczę dla samego dziecka. Tekturową paletę (wystawia się je czasem w dyskontach do pakowania zakupów) możemy przekształcić  w pojazd mobilny z silnikiem na jednego tatę. Brakuje nam biżuterii? Nowy zestaw wykonamy na przykład z lakierowanego makaronu. Możemy stworzyć też całe miasto. Wystarczy odpowiednio pomalować nieco tylko podarte prześcieradło i ustawić na nim domki z pudełek, plastikowe zwierzaczki i samochodziki.
Wybór pomysłów zależy od wieku dziecka oraz od naszej inwencji i posiadanych materiałów. Wszystkie zabawy łączy przy tym szereg zalet. Ręcznie robione zabawki są tanie w wykonaniu, nie zaśmiecą trwale mieszkania (łatwiej je wyrzucić niż kawał plastiku wart 200 złotych), pobudzają dziecko do kreatywności, pozytywnie wpływają na więzi rodzinne. Może więc warto się nad nimi zastanowić i - zamiast następnego wytworu chińskiej sztuki współczesnej  - zaproponować dziecku wspólne majsterkowanie…