Temat numeru

Opowieść o niezwykłym królewiczu

Opowieść o niezwykłym królewiczu

Wszystko, co tu przeczytacie, będzie absolutną prawdą. Mimo że historia ta zdarzyła się dawno, dawno temu i dotyczy królewicza, nie ma nic wspólnego z bajką. Gdyby miała, zakończenie byłoby inne, czyli dobre. Bo w bajkach prawie zawsze wszystko kończy się dobrze. Ale w życiu niekoniecznie tak jest. Chociaż, gdyby się głębiej zastanowić, może jednak ta opowieść też się dobrze skończy? Sami oceńcie.

Wszystko rozpoczęło się w 1458 roku, czyli naprawdę dawno temu. Dokładnie 3 października w Krakowie na Wawelu urodził się maleńki Kazimierz, którego od tej chwili wszyscy nazywali królewiczem Kazimierzem. Jego rodzice – mama Elżbieta i tata,król Kazimierz Jagiellończyk – byli z niego niezwykle dumni. Cieszyli się z jego urodzin także dworzanie i mieszkańcy Krakowa, którzy natychmiast zostali powiadomieni przez posłańców o tej radosnej nowinie. I właściwie od tego momentu pokochali Kazimierza jak swojego syna. Kiedy kilkanaście lat później Kazimierz opuszczał Kraków, mieszkańcy płakali, żegnając go, jakby przeczuwali, że widzą go ostatni raz.
Pilny uczeń
Zanim jednak Kazimierz opuścił Kraków, nauczył się wszystkiego, co ważne. Oczywiście przede wszystkim od rodziców. Tata, król Polski, zdradzał mu tajemnice, które znają tylko dobrzy władcy. Dzięki niemu młody Kazimierz zrozumiał, że dobry król przede wszystkim troszczy się o poddanych, a dopiero później od nich wymaga. Mama z kolei nauczyła go wrażliwości i łagodności, o której później wiele opowiadano. Oprócz rodziców królewicz Kazimierz miał także nauczycieli, którzy uczyli go na przykład matematyki, astronomii, języków obcych, a nawet sztuki wojennej. Wszyscy zgodnie przyznawali, że królewicz Kazimierz był naprawdę wyjątkowo pilnym i bardzo zdolnym uczniem. Wśród jego nauczycieli był znany historyk ks. Jan Długosz, o którym na pewno niebawem będziecie się uczyć.
Na węgierski tron...

I się zdarzyło dalej? Przeczytajcie w marcowym numerze "Małego Przewodnika".