Czytamy bo to kochamy

Obowiązki Bajkostonogi Dominiki

Obowiązki Bajkostonogi Dominiki

Bajkostonoga Dominika bardzo nie lubiła wynosić śmieci. Uważała, że jest to jedno z głupszych zajęć, jakie mogą wymyślić rodzice. Pech chciał, że to właśnie ona miała ten beznadziejny obowiązek na swojej liście. Do niej również należały zakupy w pobliskiej piekarni. No i niestety, podobnie jak wszyscy inni członkowie rodziny, musiała wkładać swoje skarpetki do kosza z praniem.

Żadna dwunożna, ani nawet czworonożna istota nie ma pojęcia, jak wielkie jest to wyzwanie dla kogoś, kto ma sto nóg. Oczywiście codziennie wieczorem próbowała tego uniknąć, dyskretnie upychając skarpetki pod łóżkiem. Niestety, mama zawsze zachowywała czujność i stale pilnowała, aby w domu nie walały się stosy brudnej odzieży. Tata za to się gniewał, gdy ktokolwiek próbował się wymigiwać od swoich codziennych zadań. Koniec końców, mimo ogromnej niechęci zawsze wszystko było zrobione na czas. Pewnego dnia to się jednak zmieniło.
Dominika wróciła właśnie ze szkoły, gdy usłyszała dźwięk telefonu.                                    
– Córeczko, ma4my poważny problem – powiedział głos w słuchawce. – Pojechaliśmy dziś z tatą do babci Józi. Niestety, zepsuł się nam samochód. Pan mechanik powiedział, że naprawa potrwa aż pięć dni. Nie mamy przez to jak wrócić do domu – tu nie kursują żadne autobusy ani świetlikoloty. Dzwoniłam już do pani Skorkowej i obiecała, że codziennie przyniesie wam gotowy obiad. Z resztą spraw sobie poradzicie, jesteście przecież już bardzo dużymi bajkostonogami…
Rozmowa trwała dłużej, ale Dominika nie mogła się skupić. Przez cały czas chodziła jej po głowie jedna myśl. Przez pięć dni nie będzie musiała wynosić śmieci, chodzić po chleb ani pilnować skarpetek. Jej bracia także się ucieszyli. Oczywiście żałowali, że rodziców nie będzie, ale wakacje od obowiązków bardzo ich rozradowały. Przez pierwsze dwa dni nic nie zmąciło tego nastroju. W spiżarce były spore zapasy jedzenia, a brudne naczynia, rosnące warstwy ubrań i zabawek nikomu przecież nie przeszkadzały. Wszystko doprowadzi się do ładu, zanim rodzice wrócą. Problemy zaczęły się trzeciego dnia.
– Chleb się skończył – burknął o poranku Klemens i spojrzał groźnie na Dominikę. – Nie można zrobić kanapki do szkoły.
– Co z tego – odpowiedziała mu wesoło. – I tak nie ma masła i sera. Ani sałaty i pomidorów. Tosiek nie przyniósł ze sklepu.
– A jak byś chciała ten ser kroić? – zapytał niewinnie brat. – Nie ma już czystych naczyń, a cały kuchenny stół jest zarzucony obierkami. Maniek nawalił.
– Co Maniek nawalił? Co Maniek nawalił??? – oburzył się Maniek. – Wykonuję swoje obowiązki tak samo jak wy. Wakacje są, no nie?
– Co racja, to racja. Kupimy sobie po jabłku w sklepiku szkolnym – podsumował najstarszy brat Bolek – a teraz biegniemy, bo się spóźnimy na lekcje.
 
Co się zdarzyło dalej wie na pewno Bajkostonoga Dominika. Jeśli wy także chcecie to wiedzieć, zajrzyjcie do numeru styczniowego "Małego Przewodnika Katolickiego" i wszystko stanie się jasne.