Czytamy bo to kochamy

Sprzedawca łagodności

Sprzedawca łagodności

Styczeń był łagodniejszy od grudnia. Mniej śnieżyło, mniej mroziło i mniej wiało. Lamelia Szczęśliwa, Gabrysia Gałka i Kajtek Kurek przebywali w jadalni. Gospodyni próbowała wbić gwóźdź w niebieską ścianę. Dziewczynka robiła warzywne nadzienie, a chłopiec nakładał na policzki grubą warstwę kremu rumiankowego. Cała trójka realizowała swój przedpołudniowy plan. Na gwoździu miał zawisnąć portret Lamelii, który dostała na Gwiazdkę. Nadzienie miało wypełnić brzuszki pierogów, a krem stać się warstwą ochronną przed wiatrem, mrozem i śniegiem. Ale jak to czasami bywa, coś poszło nie tak.

– Auuu! – jęknęła właścicielka szczęśliwego nazwiska. – Ten młotek jest jakiś wadliwy! Zamiast wbić gwóźdź, on TRACH! Uderzył mnie w palec. I to bardzo mocno. Od dzisiaj, zamiast wbijać, będę przyklejać – postanowiła, ciskając młotek w kąt i rozcierając bolące miejsce.
– Aaaa! – wydyszała Gabi. – Moje nadzienie jest najpikantniejszym nadzieniem na świecie. Nawet smok ziejący ogniem nie miałby na nie ochoty. Pewnie pieprz był za bardzo pieprzny, sól za słona, a papryka za paprykowa. Nie pozostaje mi nic innego, jak wyrzucić je i przygotować nowe – zdecydowała, popijając wodę małymi łyczkami.
– O rany! – zawołał Kajtuś. – Jeszcze nigdy nic mnie tak nie szczypało, gryzło i swędziło – wyrzucał z siebie słowa, ścierając ręcznikiem krem z twarzy.
I wtedy w jadalni rozległ się nieznajomy głos.
– Przepraszam. Bardzo przepraszam – przeprosił na początek. 
– A jest za co! – zagrzmiała Lamelia. – Bez zaproszenia wszedł pan do mojego domu. Nie chciałabym być niegrzeczna, ale przy drzwiach jest dzwonek. Taki mały czerwony pstryczek. Wystarczy go nacisnąć.
– Zgadzam się z panią i jeszcze raz przepraszam za wtargnięcie. Nie chcę się tłumaczyć, ale nacisnąłem go aż trzy razy. Już miałem odejść, ale zatrzymały mnie niepokojące dźwięki dochodzące z domu. Pomyślałem, że w środku dzieje się coś złego. I że ktoś potrzebuje mojej pomocy. Natychmiast zacząłem działać...

Czy sprzedawca łagodności miał dobrą intuicję, czy też zupełnie się pomylił? Sprawdźcie. Na stronach 20-23 styczniowgo numeru "Małego Przewodnika"znajdziecie całą opowieść.