Czytamy bo to kochamy

Baśń o latających dywanach

Baśń o latających dywanach

Dawno, dawno temu, wśród wzgórz porośniętych lasami, była sobie pewna osada. Jej mieszkańcy mieli swoje radości i smutki. A to komuś urodziło się dziecko, a komuś innemu wyjątkowo obrodziły owoce. A to komuś grad zniszczył zboże, a komu innemu wichura uszkodziła dach. Tak jak to się zdarzało i zdarza na całej Ziemi. Mieszkańcy tej osady dokonali jednak pewnego odkrycia. Zauważyli, że radości rosną, a smutki – przeciwnie – maleją, jeśli się nimi dzieli.

Gdy rodziło się dziecko, wystarczyło o tym powiedzieć sąsiadom, a ci rozgłaszali radosną wieść dalej. Jeszcze tego samego dnia u szczęśliwych rodziców pojawiali się goście. Ktoś niósł kołyskę, ktoś koszulkę, ktoś koszyk jagód. Wyprawiano ucztę, a duch radości unosił się nad całą osadą.
Gdy wezbrana rzeka zalała czyjś dom, wiadomość o tym docierała do wszystkich. Kto żyw, przybywał z pomocą. Wynoszono sprzęty, czyszczono podłogi, wzmacniano uszkodzone ściany. Każdy przynosił coś, żeby dotknięci nieszczęściem sąsiedzi nie cierpieli głodu. Nawet dzieci oddawały po zabawce małym mieszkańcom zalanego domu. Dzięki temu wszystkiemu smutek niknął jak rosa w mocnych promieniach słońca.
Pewnego razu do osady przybył wędrowny kupiec.
– Dywany, dywany! – wołał śpiewnie. – Dywany z najdelikatniejszych włókien barwionych zamorskimi farbami, delikatne i lekkie.
 Mamy swoje dywany, miły gościu – powiedział miejscowy tkacz. – Może nie tak delikatne, ale piękne i wytrzymałe.
Kupcowi zabłysły oczy.
– O, ale te moje są wyjątkowe! – zawołał. – Potrafią latać! Wystarczy usiąść i zamknąć oczy, a dywan uleci w krainy, o jakich w waszej wiosce nikt dotąd nawet nie śnił. Proszę, można wypróbować.
I kupiec położył jeden z dywaników przed tkaczem. Ten po chwili wahania usiadł na nim i zamknął oczy. A wtedy stało się coś, czego mieszkańcy osady jeszcze nie widzieli. Tkacz i dywan stali się przezroczyści. Byli obok, a jakby ich nie było. Obraz falował jak dym na wietrze. Ktoś spróbował zagadać do tkacza, ale ten nie odpowiadał. Było widać, że ma zamknięte oczy, a na jego przezroczystej twarzy malowały się zagadkowe uczucia.
– Już! – klasnął w dłonie kupiec.
Tkacz otworzył oczy i przestał być przezroczysty.
– Biorę! – powiedział, zapłacił i pobiegł do domu...

Co się wydarzyło dalej? Koniecznie przeczytajcie. Cała baśń zamieszczona jest na stronach21-23 wrześniowego numeru "Małego Przewodnika".