Czytamy bo to kochamy

Słuchajcie, a znajdziecie

Słuchajcie, a znajdziecie

Dawno, dawno temu na rozstajach leśnych dróg leżało sobie zawiniątko, a w nim – szczęście. Może zgubili je kupcy, może upuścił je wędrowny ptak, a może ktoś zostawił je specjalnie? Tak czy siak, leżało niezauważone, aż z dwóch stron nadeszło równocześnie dwóch ludzi.

Jeden z nich, w bogatym odzieniu, prowadził okulałego konia i coś mruczał. Drugi, w połatanej kurtce i butach z nieco przeświecającą podeszwą, podśpiewywał do wtóru leśnym ptakom. Spotkali się tuż przy zawiniątku.
– O! – zawołali i równocześnie schylili się, żeby je podnieść.
Wyglądało to jak ukłon powitalny, tyle że przy okazji stuknęli się głowami i aż przysiedli. Zawiniątko leżało pomiędzy nimi, a oni patrzyli to na nie, to na siebie nawzajem.
– Witaj, przyjacielu – odezwał się pierwszy ten, którego nazwiemy Łatką. – Wygląda na to, że coś znaleźliśmy.
Przyjrzał się zawiniątku i dodał z radością:
– To chyba szczęście!
– Czy ja wiem? – masując guza na czole, odparł ten, którego nazwiemy Jeźdźcem. – I co teraz?
– Możemy je zabrać i ruszyć dalej razem – Łatka machnął ręką przed siebie.
– O, nie – pokręcił głową Jeździec. – Właśnie stamtąd wracam. Ponure miasto, złośliwi ludzie, wyboiste drogi. Sam widzisz – mój koń zgubił podkowę i teraz wlokę się jak ślimak. Pech!
– Może jednak nie? – uśmiechnął się Łatka...

Co było dalej?...
Jeśli chcecie się tego dowiedzieć, zerknijcie na strony 20-23 lutowego numeru "Małego Przewodnika".