Ojcze nasz

Bądź wola Twoja...

Bądź wola Twoja...

…jako w niebie tak i na ziemi

Była sobota. Ale jedna z tych sobót, których bardzo nie lubili ani Tola, ani Jacki. Od samego rana padał deszcz i wyglądało na to, że ani mu w głowie, by przestać padać. – W taką sobotę to nic się nie chce – narzekali Jacki. – Nie da się pójść ani na rower, ani rolki. Nawet w piłkę nie da się pograć… W zasadzie to nic nie można… – uznali.

– Można, można – odezwała się Tola. – Można na przykład poczytać książkę, uzupełnić pamiętnik, porysować, ale to później, bo teraz idziemy na basen.

– Żaden basen! – zapiszczeli chłopcy. – Sama sobie idź w taką pogodę. My się nie ruszamy z domu.

– Ale mi się trafili bracia leniwce – mruknęła Tola i uznała, że nie będzie z nimi dyskutowała. W domu obowiązuje zasada, że w każdą sobotę robią coś wspólnie – najlepiej jeśli są to zajęcia na świeżym powietrzu lub sportowe. Zdecydowała więc, że basen będzie idealny.

– Tola, a ty się nie rządź! – oburzył się Jacek.

– No właśnie – wsparł go Jarek. – Myślisz, że jak jesteś starsza, to będziemy wszystko robić tak jak ty chcesz? Jak tylko wrócą rodzice, to się poskarżymy.

– Skarżypyty! – prychnęła Tola, ale tak naprawdę to nic sobie z tego nie robiła.

Chłopcy widząc jej zachowanie, zaczęli skandować: „nie będziemy ciebie słuchać, nie będziemy ciebie słuchać, nie będziemy…”.

– Co tu się dzieje? – w drzwiach pokoju stanęli zaskoczeni rodzice.

– Bo Tola się rządzi! – przystąpili do ataku chłopcy.

– A oni nie chcą mnie słuchać! – dodała Tola, ale już ze łzami w oczach.

– Pozwólcie, że zdejmę kurtkę, i zaraz porozmawiamy – powiedział tata i wyszedł z pokoju.

 

Po chwili wszyscy troje, a więc chłopcy i Tola, siedzieli z obrażonymi minami, a tata przyglądał się im uważnie.

– O co wam poszło? – zapytał w końcu.

– Mówiliśmy tatusiowi, że Tola się rządzi i wykorzystuje to, że jest od nas starsza i że was nie było w domu.

– Wcale się nie rządzę – broniła się Tola. Ja tylko chciałam wypełnić nasze wspólne ustalenia. W sobotę zawsze robimy coś razem… – ale nie skończyła, bo najwyraźniej coś ją złapało za gardło, jak sama określiła, i to coś absolutnie nie pozwoliło jej wypowiedzieć ani słowa więcej.

– Uważacie, że pomysł Toli był zły? – spytał tata, spoglądając na Jacków.

– No… – zaczął Jacek. – Może nie taki zły, co raczej niebezpieczny.

– Właśnie tak! – wtórował mu Jarek, ciesząc się, że brat znalazł sensowne usprawiedliwienie ich buntu. – Przecież nie możemy iść na basen bez osoby dorosłej, a Tola nie jest jeszcze dorosła.

– Dobrze wiecie, że możemy – Tola odzyskała głos. – W każdą sobotę aż do południa nasz trener ma dyżur na basenie. I jeśli nie mogą być z nami rodzice, to jesteśmy wtedy pod jego opieką. I proszę, nie udawajcie, że nie wiedzieliście o tym.

Co się zdarzyło dalej? Czy rodzeństwo doszło do porozumienia i co ma z tym wspólnego modlitwa "Ojcze nasz"? Koniecznie sprawdźcie na stronach 6-9 styczniowego numeru "Małrego Przewodnika".