Moja Msza Święta

W znaku SŁOŃCA

W znaku SŁOŃCA

– Bobek, wyobraź sobie, że prawie wszystkie klasowe kwiaty nam zwiędły. Nawet ten, który dała nam babcia Cela – żaliła się Alicja. – A nie było nas w szkole tylko przez tydzień. – Za to na zielonej szkole mieliście zieleni pod dostatkiem – odciął się Bobek, wyraźnie urażony tym, że klasa Alicji miała dłuższy wyjazd niż jego. Uznał to nawet za niesprawiedliwość, ale natychmiast usłyszał od taty, że: „sprawiedliwie nie znaczy równo”.

– O przepraszam! Byliśmy tylko cztery dni – przypomniała mu Alicja.

– To i tak mogłaś się napatrzeć na zieleń. My musieliśmy zwiedzać Pragę i to tylko przez dwa dni. A wy pojechaliście sobie na cztery, i to do Puszczy Kampinoskiej, a później był weekend i tak wam się upiekł tydzień bez szkoły.

– Ale za to nie mamy w klasie nic prócz kaktusów.

– Trzeba było przed wyjazdem podlać kwiaty, a teraz nie narzekać – mruknął Bobek.

– Podlaliśmy! I nawet przeniosłyśmy je z dziewczynami do kantorka, w którym nie ma żadnego okna. Chodziło o to, żeby woda za szybko z nich nie wyparowała.

– A to ci pomysł! – Bobek parsknął śmiechem. – Zaniosły kwiaty do miejsca, w którym nie ma światła, i zastanawiają się, dlaczego zwiędły. Nie uczono was, że słońce jest potrzebne do życia nie tylko ludziom, ale także roślinom? Bez słońca nie ma życia, zapamiętaj to! – uniósł do góry palec i zrobił minę, jakby co najmniej był profesorem astronomii – co naturalnie nie spodobało się Alicji.

– Nie zadzieraj nosa – ostrzegła go. – Każdy ma prawo do pomyłek.

– No, nawet pomyłki czegoś nas uczą – Bobek nadal się pysznił. – Teraz możesz się przekonać na własne oczy, co by się stało z naszą planetą, gdyby słońce nagle zgasło.

– Myślisz, że zginęłaby jak te kwiaty?

– Ja nie myślę. Ja to wiem! – odpowiedział z miną triumfatora.


Czy Bobek na pewno miał rację, co na to bart Feliks i jak naprawdę ma się sprawa ze słońcem? Koniecznie przeczytajcie na stronach 4-7 czerwcowego numeru "Małego Przewodnika".