Czytamy bo to kochamy

Czekoladowy zakalec

Czekoladowy zakalec

Czekoladowy zakalec czyli poranek zachwytów

 
Czerwiec to zachwycający miesiąc. Jedni go lubią i chcą, by trwał jak najdłużej. Drudzy nie lubią i marzą, by jak najszybciej pojawił się lipiec. Lamelia Szczęśliwa należy do tych pierwszych.
– Dzień dobry! – powiedziała, gdy czerwiec miał zaledwie kilka godzin.
– Dzień dobry! – przywitali się Gabrysia oraz Kajtek i natychmiast zaczęli gadać jak katarynki. Dwie katarynki naraz.
– Przy ulicy Krzywej pojawiła się dzisiaj nowa, piękna, niebieska, wygodna, drewniana, śliczna ławka – mówiła Gabi, a zachwyty latały dookoła niej jak motylki.
– Widziałem dzisiaj górę pachnących truskawek – wcisnął się chłopiec między słowa przyjaciółki. – Usypał ją pan Leon, właściciel truskawkowego poletka. Mówię wam, to był niesamowity widok. Gdybym był krasnoludkiem, pewnie bym się na nią wdrapał.
– A pamiętacie, że obiecywaliśmy sąsiadowi, że upieczemy dla niego czekoladowe ciasto – przerwała im pani Szczęśliwa.
– Trochę pamiętaliśmy – powiedziała Gabi, a Kajtek dodał, że trochę nie pamiętali.
– Tak przypuszczałam – zaśmiała się Lamelia. – Na szczęście jestem ja – pochwaliła samą siebie i zdecydowała. – Oto mój plan na przedpołudnie. Najpierw ty, Gabrysiu, powiesz nam o trzech twoich porannych zachwytach, potem ty, Kajtku, dorzucisz dwa swoje. A później upieczemy ciasto, a kiedy będzie się piekło, o moich zachwytach opowiem ja. Zgoda? – spytała na koniec.
– Zgoda – powiedziała Gabi i natychmiast zaczęła opowiadać. –  Rano w malinach widziałam pająka tygrzyka. Prześlicznego. Wyglądał tak, jakby pożyczył futerko od maleńkiego tygryska. A jaka zachwycająca była jego sieć. Duża, gęsta. I miała wzmacniający szew. A kiedy szłam do ciebie Lamelio, nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Przy fontannie siedział grajek z mandoliną. Grał i śpiewał o zakochanym inżynierze, a ja czułam się tak, jakbym siedziała na muzycznej chmurze. To było zachwycające.
– A mnie dzisiaj oczarowało morze – zaczął Kajtek, kiedy nadeszła jego pora na podzielenie się porannymi zachwytami. – Ale nie takie, w którym można popływać, lecz kwiatowe. Niebiesko-czerwone. Chabrowo-makowe. Położyłem się nim i marzyłem. A kiedy w końcu wstałem i podreptałem dalej, zatrzymał mnie bardzo stary rower...

I co było? Kto i czym jeszcze się zachwycił? Koniecznie przeczytajcie na stronach 25-27 czerwcowego numeru "Małego Przewodnika".