Jestem coraz lepszy

Chyba zjadłam cukierka

Chyba zjadłam cukierka

Jak to się dzieje, że czasami robimy coś czego nie powinniśmy? Jakie myśli rodzą się wtedy w naszych głowach o co z nimi zrobić? Przeczytajcie.

– Mamo, chyba zjadłam tego cukierka – Ania powiedziała to cicho, mając nadzieję, że mama do końca nie usłyszy. Czyli że ona się przyzna, ale mama nie bardzo zrozumie, co powiedziała.
– Mówisz „chyba”, bo nie do końca podoba ci się, że jednak zjadłaś tego cukierka, a teraz zastanawiasz się, co ja na to powiem? – zapytała mama.
– Tak, bo powiedziałaś, że mam go zjeść dopiero po obiedzie. Więc gdyby się okazało, że zjadłam go przed, to wyjdzie, że zrobiłabym inaczej, niż mnie prosiłaś, a ja tak nie chciałam. Ale z drugiej strony bardzo chciałam go zjeść – próbowała tłumaczyć Ania.
– Tak powiedziałam, ponieważ chcę dbać o twój brzuch, a z cukierka to raczej się cieszą tylko kubki smakowe, nie brzuch. Dlatego chciałam, żeby najpierw wylądował w nim ciepły obiad. Tak jest dla niego lepiej. I jest jeszcze lepiej, kiedy brzuch się niczym nie martwi i niczego nie obawia – na przykład tego, że zjadł cukierka, którego miał zjeść później – powiedziała mama znad filiżanki kawy. Bo mama z taką przyjemnością pije kawę, z jaką dzieci jedzą słodycze.
– To ja go zjadłam – powiedziała Ania, patrząc na mamę, i jednocześnie odetchnęła z ulgą.
– Aha – uśmiechnęła się mama – dziękuję, że mi powiedziałaś. W takim razie poszukajmy rozwiązań...
Aha – zrozumiała mama. – Rozumiem cię Aniu, dlatego wspólnie poszukajmy sposobów, by następnym razem było ci łatwiej poczekać na zjedzenie cukierka. A teraz cię przytulę, bo wydaje mi się, że obawiałaś się powiedzieć mi o tym, co?
– Tak – przyznała Ania. – Denerwowałam się. Dopiero kiedy wiedziałam, jak zareagujesz, było mi łatwiej się przyznać. Bo ja w sumie to nie chcę kłamać.
– Z kłamaniem to moim zdaniem jest tak, że nie mówimy prawdy ze strachu – powiedziała mama. – Boimy się, co sobie ktoś pomyśli lub co zrobi, kiedy się dowie, że coś przeskrobaliśmy. I mimo że często nie dostajemy kary, to i tak nie lubimy przyznawać się, bo chcemy, żeby inni myśleli o nas dobrze. Czy tak było u ciebie? – zapytała mama.
– Tak. Nie chciałam, żebyś się dowiedziała, że nie zrobiłam tego, o co mnie prosiłaś – powiedziała Ania.
– Tak myślałam. Czasami nie mówimy też prawdy, ponieważ myślimy, że ktoś sobie z tą prawdą nie poradzi, czyli że będzie smutny lub nie będzie wiedział, jak się zachować. I zamiast szukać rozwiązań, będzie szukać winnych lub będzie obwiniał siebie. Może też przestać się do nas odzywać. A to nie jest miłe – powiedziała mama.
– No właśnie. Czasami kłamiemy i nie przyznajemy się tylko dlatego, że się boimy – potwierdziła Ania i przypomniała sobie, jak otrzymywała kary w przedszkolu. Wprawdzie mama i tata nigdy jej nie karzą, tylko zawsze z nią rozmawiają. Ale w przedszkolu tak nie było. Czasami, jak zrobiła coś zupełnie niechcący, to musiała siedzieć za karę na krzesełku albo przepraszać kogoś za coś, czego nie rozumiała. Pamiętała też, że kiedy inne dzieci były karane, to zazwyczaj nie były z tego zadowolone, bo nikt ich nie prosił o wyjaśnienie sprawy, tylko od razu otrzymywały karę.  
– O czym myślisz? – spytała mama.
– O tym, że jak się coś źle zrobi, to z jednej strony jest nam przykro, a z drugiej obawiamy się, jak ktoś drugi zareaguje. I jeszcze kiedy jesteśmy posądzani o coś, czego nie zrobiliśmy, to zwykle czujemy złość i uważamy, że to niesprawiedliwie, że nie możemy się obronić – Ania podzieliła się swoimi przemyśleniami.
– Chciałabyś, by ktoś cię zapytał, jak to wyglądało z twojej strony, by porozmawiał z tobą, zamiast dawać kary? – upewniła się mama.
– Tak, przecież jak ktoś nie pyta, to nie wie, co zrobiliśmy i dlaczego. No i w sumie, to chyba każde dziecko wie, że kara nic nie zmienia, bo osoby, które są karane, bardziej się denerwują na tę osobę, która wymyśla im karę. Zupełnie więc nie rozumiem, po co dorośli stosują kary, skoro one i tak nie działają? – Ania rozłożyła bezradnie ręce.
– Może z przyzwyczajenia, i jeszcze dlatego, że kary od razu zmieniają zachowanie, ale tak naprawdę to tylko na chwilę – wyjaśniła mama. – Tak jak zauważyłaś, później jest gorzej i między koleżankami i kolegami, i między dziećmi i dorosłymi. Uważam, że dorośli myślą, że dzięki karom zmienią zachowanie dzieci. A zmiana jest możliwa, ale wtedy, gdy ktoś zrozumie, dlaczego ma czegoś nie robić, jaką to sprawia innym przykrość i jak niszczy przyjaźń. To, co działa bez zarzutu, to słuchanie i mówienie sobie nawzajem o tym, co się stało i co by pomogło w takiej sytuacji.

Do jakich jeszcze wniosków dzoszłaAnia z rodzicami? Przeczytajcie w majowym numerze "Małego Przewodnika" na stronacha 18-21.