Czytamy bo to kochamy

Muzo-natchniuzo

Muzo-natchniuzo

Wielka Sobota zaczęła się od ogromnego hałasu. Na dużym kuchennym stole pojawiło się wyjęte ze schowka pięć koszyczków do święconki. Z ogródka przyniesiono bazie i bukszpan. Z szafki wyjęto białe wstążeczki i serwetki. Powoli znoszono też przygotowywane w ostatnich dniach specjały, a artyści wykańczali ostatnie pisanki. Nic dziwnego, że wspólne strojenie i wypełnianie koszyczków odbywało się w donośny sposób, ale tym razem dzieci przechodziły same siebie. Tylko Helenka siedziała w kąciku ciszej niż zwykle.

Mama spoglądała na nią z niepokojem. Raz nawet od niechcenia przyłożyła jej rękę do czoła – było chłodne, więc osowiałość chyba nie była objawem przeziębienia.

– To jest mój koszyczek! – wołała Julka, wydzierając go Kasi z ręki. – Tu na wstążeczce jest nawet baranek, którego narysowałam.

– To jest baranek? – zapytała z odrobiną złośliwości 13-letnia Kaśka. – Mnie to raczej wygląda na pieska.

– No coś ty! – oburzyła się najmłodsza siostra do granic możliwości. – Przecież zupełnie przypomina baranka z masła, którego wczoraj wyrzeźbiłam!

– O tym właśnie mówię – z satysfakcją odpowiedziała Kasia, ale Julka nie zrozumiała aluzji. Dyskusja zmieniła bieg.

– Ja nie chcę malować jajka! – zawołał Piętaszek – Pomaluję za to pomarańczko.

Po czym zanim ktokolwiek zdążył zareagować, odwrócił się w stronę kosza z owocami i przy okazji wylał na nie kubełek z granatową farbą. Trochę to trwało, zanim pobieżnie wyczyszczono artystę, owoce oraz szafkę. Najstarsza Basia, która ostatnio przerabiała ze swoimi zuchenkami temat wielkanocnej symboliki, postanowiła trochę wyciszyć towarzystwo i zająć małego braciszka.

– Każda rzecz w koszyczku wielkanocnym coś oznacza. Jajka na przykład symbolizują odradzające się życie. Chodzi o życie i w naszych sercach, i w przyrodzie. Wiosną kiełkują nasiona, pojawiają się liście i kwiaty, a z jajek wykluwają się małe kaczuszki i kurczaczki – rozmarzyła się druhna drużynowa.

– A mnie się życie właśnie skończyło – powiedziała smętnym głosem Helenka i wróciła do pracowitego nakrapiania swojej pisanki żółtym wzorkiem.

W kuchni nagle ucichło. Mama, która właśnie wnosiła ukrywane w najtajniejszym ze schowków mazurki, stanęła jak wryta.

Jak sie skończyła ta historia i czy po smutkach i nieporozumieniach udało się zaprosić na święta ZGODĘ? Sprawdźcie. Strony 24-27 kwietniowego numeru "Małego Przewodnika" już znają ciąg dalszych tych wydarzeń. :)