Czytamy bo to kochamy

Piernikowe drzewo czyli rodzinne piernikowanie

Piernikowe drzewo czyli rodzinne piernikowanie

Był grudzień. Adwentowe kalendarze kurczyły się, a mieszkańcy Starego Knedelkowa wy-krawali, wypiekali i ozdabiali pierniki. No, może z kilkoma wyjątkami. Pani Krystyny, która nie mogła zrozumieć, dlaczego ludzie pieką korzenne ciastka, skoro można je kupić w skle-pie. Pana Marcelego, który zamiast przy piekarniku wolał siedzieć przed komputerem. I ro-dziców Maciusia Wąsika, którzy już na samą myśl o pieczeniu pierników czuli się zmęczeni.

Drugiego grudnia, punktualnie o czternastej, Gabrysia spotkała się z Kajtkiem tam, gdzie spotyka się ulica Naleśnikowa z Goździkową.
– Moje są bardzo pomarańczowe – pochwaliła się piernikami dziewczynka.
– A moje upaćkane lukrem – zaśmiał się chłopiec i podreptali do Lamelii Szczęśliwej, by podarować jej upieczone przez siebie pierniki.
Gdy od jej domu dzieliło ich zaledwie siedemdziesiąt kroków, zauważyli najmłodszego z rodziny Wąsików. Chłopiec przeciskał łopatkę przez warstwę śniegu.
– Co robisz? – zaciekawiły się dzieci.
– Kopię dołek – spokojnie odpowiedział Maciek.
– A po co? – dopytał właściciel upaćkanych pierników.
– A po to, by wrzucić do niego pierniczka.
– Robisz pułapkę?! – zaniepokoiła się Gabi.
– Nie, nie! – pokręcił głową Maciuś...

Resztę opowaiadanie znajdziecie w grudniowym numerze "Małego Przewodnika". Koniecznie je prze czytajcie. A może i wy wpadniecie na pomysł przygotowania piernikowego drzewa?