Temat numeru

Jak mrówka w ulu

Jak mrówka w ulu

czyli o misjonarce dr Wandzie Błeńskiej Matce Trędowatych

Jakie było Pani dzieciństwo?
– Urodziłam się w 1911 r., a do roku 1920 mieszkałam w Poznaniu. Później wyjechałam do Torunia. Pamiętam przyjazd do Poznania Ignacego Paderewskiego w 1918 r. Jechał przez nasze ulice z taką rozwianą, długowłosą czupryną. To dziwne, ale bardzo dobrze to zapamiętałam. Był wtedy także nuncjusz apostolski, którego pomyliłam z żoną kardynała…  Wszyscy się ze mnie bardzo śmiali, a mnie zmylił kapelusz, który nuncjusz miał wtedy na głowie. No cóż, dzieciom trudno było to wszystko odróżniać. Miałam jednego brata, z którym razem wychowywaliśmy się i wyrastaliśmy.
 
Dlaczego wyjechała Pani do Ugandy?
– Bo od dziecka marzyłam o tym, żeby być lekarką w Afryce. To było moje marzenie, które się spełniło. Pomogło mi w tym spotkanie z pewnym białym ojcem, który mi powiedział: „Mój biskup potrzebuje lekarki”. Więc napisałam do biskupa, a on kazał mi przyjechać.
 
 
Jak wyglądała praca?
– Było wielu chorych, którymi nikt się nie zajmował. Przez pierwszych piętnaście lat byłam zupełnie sama. Dopiero później pojawiła się pomoc. Czasami nie wszystko wychodziło tak jak powinno, ale miałam dużo radości i szczęścia w sercu. Wiedziałam, że jestem tym ludziom potrzebna i mogę im w jakiś sposób pomóc – i to mi pomagało.
 
Trąd to ciężka choroba i trudno się ją leczy…

O czym jeszcze opowiadała dr Wanda Błeńska, misjonarka która przez 42 lata pracowała z chorymi na trąd w Ugandzie, przeczytajcie w październikowym numerze "Małego Przewodnika Katolickiego" na stonach 10-13.
Za pomocą kodu QR może odsłuchać Jej opowieści o spotkaniu z hipopotamem na śroku Jeziora Wiktoria. Szczerze mówiąc opowieść mrozi krew w żyłach! Przekonajcie się sami.