Gdy rodzice byli dziećmi

Teatr „Hau-hau”

Teatr „Hau-hau”

Wydawało się, że nic już nas nie uratuje od dyktanda, gdy nagle ktoś zapukał, a chwilę później drzwi otworzyły się i do klasy wszedł pan dyrektor z nieznaną nam panią. Miała grube okulary i krótkie kręcone włosy (w kolorze trudnym do określenia). Na dodatek nosiła obszerną barwną suknię – zupełnie inną niż szare sukienki naszych pań nauczycielek. I była okrąglutka jak piłka do kosza!

– Już ją lubię – szepnął siedzący obok Herbi. Herbi miał duży brzuch i długie nazwisko, dlatego prosił, żeby je skracać do dwóch pierwszych sylab. Czuł się wtedy chudszy.
– Bo przerwała lekcję? – spytałem.
– Bo wygląda na osobę, która nigdy nie odmawia deserów – odpowiedział Herbi.
Musiałem przyznać mu rację. Tymczasem pan dyrektor przeprosił naszą panią od polskiego za wtargnięcie. Obiecał, że potrwa to tylko chwilę, życzył nam wszystkim powodzenia przy pisaniu dyktanda, a potem oddał głos kolorowej pani. I wtedy się zaczęło!

Co się zaczęło i jak wybrnęli z tego nasi bohaterowie? Przekonajcie się sami. Całą historię znajdziecie w majowym numerze "Małego Przewodnika".