– Wczoraj wieczorem przed domem pani Sabiny stała karetka pogotowia. A chwilę później spieszył tam ksiądz – Tosia z przejęciem opowiadała przyjaciołom. – Mama mówiła, że pani Sabina już od dłuższego czasu choruje. Dwa razy była już w szpitalu.
– Ksiądz u chorego to chyba nic dobrego… – odezwał się Joszko.
– Ale ci się zrymowało! – zachichotał Maksiu. – Patrzcie, na naszych oczach wyrasta nowy poeta. Jeszcze chwila, a będziemy się o tobie uczyć w szkole.
– Jak wam nie wstyd śmiać się w takiej chwili! – Ida spojrzała na nich z wyrzutem. – Teraz to już prawie pewne, że pani Sabina umrze, a wy urządzacie sobie żarty.
– A niby skąd to wiadomo? – chciał wiedzieć Maksiu.
– To chyba jasne – Ida przewróciła oczami na znak, że Maksiu kompletnie niczego nie rozumie. – Kiedy ksiądz przychodzi do chorego, to na pewno z ostatnim namaszczeniem. Po czymś takim to chyba chory musi umrzeć.
– Eee… chyba nie – zaprzeczał Maksiu...
Czy Maksiu miał rację? Koniecznie to sprawdźcie. Poza tym jeśli ktoś nie wie