Anioł Stróż

CO SIĘ SŁYSZY W CISZY?

CO  SIĘ SŁYSZY W CISZY?

Może zacząć od zagadki. Co to jest? Łowi różne dźwięki jak siatka na motyle, nie zamyka się nawet na króciutką chwilę, bez niego byłoby wszędzie strasznie głucho, nie znałbyś muzyki, gdyby nie twe…no…?

CO  SIĘ SŁYSZY W CISZY?
                                                
Pewnie, że UCHO!
No tak, nie jedno, bo dwoje uszu, które sobie siedzą cichutko i nie pchają się do przodu, jak zarozumiały nos. U dziewczyn są czasem całkiem schowane pod włosami. U niektórych dźwigają okulary. Czasem się czerwienią ze wstydu zamiast policzków. Ktoś ma świetny muzyczny słuch, czyli jego ucho wychwyci każde fałszywe dźwięki piosenki czy instrumentu. Niektórzy świetnie coś słyszą, tylko że coś jednym uchem wpuszczają, a drugim wypuszczają. Na przykład coś, co szepcze im Anioł Stróż, zresztą rzadko kto i kiedy słucha Anioła Stróża, bo tyle jest wszędzie hałasu, że nasze uszy chyba na głosy aniołów ogłuchły, bo wszędzie coś gra, gada, huczy, buczy, a słuchania aniołów trzeba się uczyć. Tylko gdzie? Czy są lekcje ze sztuki słuchania? Czemu nie. Najpierw trzeba wejść w ciszę. Którędy? Jakimi drzwiami? Z kim? Posłuchajcie.
 
*
               Ognisko muzyczne „Serenada” mieściło się w budynku przy linii tramwajowej i niedalekiej fabryce, gdzie wielkie młoty dudniły całe dni. Trzeba było zamykać szczelnie okna, by móc dobrze usłyszeć tony instrumentów. Pani Solvega, która uczyła tam gry na skrzypcach, chwytała się czasem za głowę, gdy kolejne hałasy zagłuszały grę dzieci, i mówiła: „Aniołowie, brońcie moich uszu i nerwów, co są jak porwane struny i dziurawe bębenki. Brońcie nas przed tym piekielnym jazgotem!”. Był lipiec, wakacje, ale niektóre dzieci przychodziły jednak, by grać w tym budynku mimo hałasu. Mieli mieć mały koncercik. Pani Solvega wpadła na pomysł, że może pojadą za miasto, żeby w końcu posłuchać ciszy. I tak się stało – pojechali. Niektórzy zabrali ze sobą odtwarzacze mp3, bo przecież trzeba było czegoś po drodze słuchać. Kiedy wysiedli z autobusu, aż dziwnie im się zrobiło, gdy zobaczyli dookoła pustkowie. Żadnych domów, samochodów, ani nawet drzew. Pani Solvega poprosiła, by  wyłączyli telefony i na chwilę się oddalili, tak by każdy przez kwadrans  siedział sam i nazywał wszystkie odgłosy, jakie usłyszy. Dzieciakom to wcale nie odpowiadało. „Tu nic się nie dzieje! Nuda i głucha cisza, że aż w uszach piszczy! Co tu można usłyszeć? Jakie odgłosy?”. Pani Solvega stała smutna.
„A może wy już ogłuchliście i pokochaliście te hałasy, stukoty, turkoty, łomoty, jazgoty?” – powiedziała. – „Może już nigdy nie usłyszycie muzyki, która jest w szumie trawy i w locie ważki? A może jednak spróbujecie ją usłyszeć?”. Niechętnie ruszyli – każdy w swoją stronę. Usiedli tak, żeby siebie nie widzieć. Niektórzy nawet pozamykali oczy. Z początku naprawdę nie było nic słychać, ale potem powoli łąka zaczęła „grać”  odgłosami owadów. Potem można było usłyszeć lekki wiatr w trawach i w liściach. Gdzieś z daleka słychać było coś jakby ton cichych organów. Pod chmurami dzwonił skowronek. Odezwał się nagle świerszcz. To łowienie i nazywanie dźwięków, tej łąkowej muzyki, było coraz ciekawsze. Opowiedzieli sobie usłyszane dźwięki i znów się wsłuchiwali. Nikt się już nie nudził. Ile na tym pustkowiu się działo! Trzeba było tylko dobrze się wsłuchać i zapatrzeć! Kiedy potem wracali, to nikt jakoś nie włączał telefonu i jakoś dziwnie cicho do siebie mówili. Pani Solvega powiedziała: „Słyszeliście, jak stworzenie modli się do Stworzyciela? Ktoś to nazwał «muzyką sfer», czyli muzyką dla duszy. Miejcie ją w sobie jak najdłużej. Może w niej usłyszycie śpiew czy szepty aniołów?”.
 
*
Pomyślcie, gdzie wy spróbujecie wejść w ciszę? Na dalekiej łące? W pustym kościele? W lesie pełnym odgłosów, a jednak cichym? Nad szemrzącym strumieniem? A przez co odezwie się do Was Anioł? Anioły to są najlepsi w kosmosie śpiewacy i muzycy, ale ich się słyszy tylko słuchem duszy lub serca – cichego i czystego…
 
CICHO SZA
 
Wciąż dziwię się, gdy poznaję nowy dźwięk:
dzeń-dzeń, plim-plom, tra-tata-ta, din-dan-don…
Tysiąc ich znam – może więcej, nie wiem już,
ale teraz słuchać tylko ciszy chcę.
 
Cicho sza… bo już na modlitwę czas,
Panie Jezu, czy mnie słyszysz – to znów ja…    
Tiki-tak-tak-tak – szepcze zegar coś,
a ja szepczę Ci swój sekret… o już wiesz!                 
 
Lubię, gdy las mnóstwem ptasich głów gra:
tirli, kuku, kiwi-kiwi, ćwir-ćwir-ćwir…
Lecz mało kto wie, że cisza piękniej gra,
kiedy słychać w niej modlitwy cichy rytm.
 
Czasem mam dość, gdy na nerwach hałas gra:
łomot, stukot, turkot, jazgot, wrzask lub gwar…
Wtedy chcę iść tam, gdzie cichnie każdy dźwięk
i gdzie słyszeć można w sercu Boży szept.
 
Cicho sza, bo już na modlitwę czas….