Pod koniec listopada nasza pani powiedziała, że ma już dość, że nie zniesie dłużej tego hałasu na lekcjach — i albo przestaniemy gadać, albo ona zwariuje! A potem postanowiła nas rozsadzić. Nas, czyli mnie i Żuczka — tego samego, którego kurtka lśniła w słońcu jak pancerzyk leśnego chrabąszcza.