Poradniczek dla małych i dużych

Szkoła nie zając, nie ucieknie

Szkoła nie zając, nie ucieknie

Morele zanurzyły się w słodkim syropie, dynie turlały się do spiżarni, czosnek zaplatał warkocze, a Lamelia Szczęśliwa jadła budyń z kawałeczkami gruszek. – Jutro rozpoczyna się nowy rok szkolny – powiedziała uroczyście.

– Naprawdę? To już jutro? Świetnie! – podskoczył z radości Kajtek. – Nareszcie spotkam się z Antkiem i Jankiem. Bardzo się za nimi stęskniłem. W tym roku na informatyce będziemy budować robota. Natychmiast muszę zacząć przygotowania. Kredki, plecak, książki, zeszyty… – wymieniał kolejno chłopiec.
Gabrysia nie podzielała entuzjazmu przyjaciela. Klapnęła na trawie i jęknęła:
– Szkoła… Ojej! To prawdziwa katastrofa! Komu przeszkadzają wakacje?
– Nie narzekaj, tylko zacznij szkolne przygotowania – przerwał narzekania Kajtuś.
– Chyba żartujesz! – oburzyła się dziewczynka. – Mam marnować ostatni dzień wakacji. Co to to nie! Szkoła nie zając, nie ucieknie – dodała, rozciągając się jak ośmiornica.
Tego dnia dziewczynka jeszcze cztery razy powiedziała, że „szkoła nie zając, nie ucieknie”. Pierwszy raz wtedy, kiedy Kajtek zmywał plamy ze szkolnego plecaka. Drugi, gdy pobiegł do księgarni po podręczniki. Trzeci, gdy wrócił z papierniczego ze stosem zeszytów i nowym pudełkiem kredek. Czwarty, przed odgruzowaniem biurka.

Następnego dnia Kajtek wyskoczył z łóżka przed siódmą, zjadł owsiankę z borówkami i pobiegł do szkoły. Chciał dotrzeć do niej punktualnie. Gabrysia zaś pomyślała, że szkoła nie zając, nie ucieknie i nic się nie stanie, gdy się trochę spóźni. Dlatego wyszła z domu trochę przed ósmą.
– A nie mówiłam, że nie ucieknie – szepnęła do siebie, kiedy stanęła na pierwszym stopniu  szkolnych schodów. – Dlaczego nikogo tutaj nie ma? – zapytała, wchodząc do sali.
– Poszli do lodziarni – odezwał się woźny Bączek. – Twoja nowa wychowawczyni twierdzi, że szkoła jest wszędzie. I w parku, i w teatrze, i w muzeum, i w aptece, i w fabryce słonych paluszków, no i w lodziarni. Dlatego postanowiła, że pierwsza lekcja będzie tam, gdzie się robi i sprzedaje zimne gałki. Dzisiaj nauczycie się robić lody i powspominacie wakacyjne przygody.
– Psotny ten zając – warknęła Gabrysia. – A jednak mi uciekł.
– Uciekł ci zając? – upewnił się pan Bączek.
– No tak – powiedziała Gabi. – Ale zaraz go dogonię – dodała i pognała do lodziarni.

Bądź czujna(y). Nie zawsze uda się dogonić zająca.