Hop! Do bajki skok!

Największa PRZYGODA inżyniera Ciućmy

Największa PRZYGODA inżyniera Ciućmy

Chmury rozwiały się i przez okno pracowni wpadły promienie letniego słońca. Inżyniera rozpierała energia. Zaprojektował dwa zupełnie nowe roboty turystyczne. Potem wysłał Grubaska do sklepu – choć nie pamiętał już po co.

Z kolei p-eS dostał zadanie wytropienia wszystkich walających się po podłodze śrubek; krążył teraz po całej pracowni, kłapiąc paszczą – a jego namagnesowany nos przyciągał nie tylko śrubki, ale i podkładki, gwoździe, sprężynki czy zwykłe metalowe opiłki.
Podobnie działał dzisiaj mózg Ciućmy; przyciągał myśl za myślą, pomysł za pomysłem – ale i okruchy wspomnień. Przed oczami stawały mu wizje coraz doskonalszych mechanizmów, a zaraz potem zastępowały je obrazy z przeszłości. Ciućma był rozkojarzony, lecz szczęśliwy. Czuł, że jest jak naładowana energią chmura – że zaraz resztki jego włosów zjeżą się naelektryzowane radością życia! Nic go nie drażniło, nic mu nie przeszkadzało – puszczał mimo uszu nawet kłótnię zapasowych głów. Od tak dawna leżały na półce, że postradały zmysły – każda uważała samą siebie za najmądrzejszą na świecie. Przerzucały się teraz wzorami na obliczenie pól kwadratu czy trójkąta, niektóre chwaliły się znajomością tabliczki mnożenia – jedna oszalała do tego stopnia, że deklamowała wiersze.
Normalnie Ciućma kazałby im się uciszyć, teraz jednak był rozbawiony. Znikła jego zwykła nieśmiałość i niechęć przed opuszczaniem pracowni. Przeciwnie – chciał gdzieś wyjechać, chciał coś zobaczyć, chciał przeżyć prawdziwą przygodę!
     I wtedy właśnie zapukała jego żona.
     - To ty? – zapytał niezbyt mądrze.
     - Pomyślmy… - odpowiedziała, stając przed wiszącym tuż przy drzwiach lustrze. Odwróciła się lewym bokiem, prawym bokiem, potem stanęła tyłem i spojrzała przez ramię. - Tak, to ja – uspokoiła inżyniera.
     Zaczerwienił się, słysząc złośliwe chichoty głów. Zaraz jednak powrócił dobry nastrój; znowu zaczęła buzować w nim energia – wyjadą stąd, wyjadą razem!
- Najdroższa, mam pomysł! – zawołał, zamykając za żoną drzwi. – Czas na zmiany!
     - O tak - potwierdziła żona.
     - Dawno nie byliśmy na wakacjach – mówił rozgorączkowany inżynier.
     - Nigdy nie byliśmy na wakacjach – uściśliła żona.
     Głowy zachichotały.
     Ciućma chrząknął. Zaraz jednak odzyskał animusz.
     - Czyli bardzo dawno – ciągnął niezrażony. – Czas przeżyć coś wspaniałego!
     - Zgadzam się – przytaknęła żona.
     - Wyrwać się na trochę z codzienności! – wołał inżynier.
     - Dlaczego na trochę?
     - Zmienić coś w naszym życiu! – zatoczył dookoła ręką.
     Żona pogłaskała się po brzuchu i usiadła. Podekscytowany Ciućma zaczął krążyć po pracowni, snując plany podróży.
     - Nie jesteś ciekawy, co chciałam ci powiedzieć? – przerwała mu w pewnym momencie żona.
     - Jestem! – przytaknął inżynier z zapałem. – Dokąd chcesz jechać, kochanie?!
     - Do szpitala.
     - Do szpitala?! – zatkało Ciućmę.
     - Do szpitala.
     - Ale po co?!
     - Bo będziemy mieli dziecko – odpowiedziała ze spokojem żona.
     - Jak to? – wykrztusił Ciućma.
     - Tak to – odpowiedziała żona.
     Głowy zachichotały jeszcze głośniej.
     - Kiedy? – chciał wiedzieć inżynier.
     - Myślę, że zaraz – usłyszał w odpowiedzi. – Więc bądź łaskaw zawieźć mnie do szpitala.
     - Dlaczego nic nie mówiłaś wcześniej? – spytał Ciućma.
     - Mówiłam – wstała z trudem. – Poza tym to chyba widać? – poklepała się po brzuchu.
     Głowy pękały ze śmiechu.
     - Szybko! – wrzasnął inżynier. - p-eS, zostaw te śmieci i leć po Grubaska! A wy – zwrócił się do roześmianych głów – uczcie się lepiej kołysanek i wszystkiego, czym można uspokoić płaczące dziecko!
     - Ja umiem wzór na pole trapezu – powiedziała któraś.
     - A ja mnożę i dzielę do siedmiu liczb po przecinku – wtrąciła inna.
     - Wspaniale – stęknęła pani Ciućmowa. – A teraz chodźmy. Właśnie zaczyna się największa przygoda w naszym życiu.

KONIEC