Hop! Do bajki skok!

Bajka o Karmelce

Bajka o Karmelce

Był zwykły, marcowy dzień. Dość pochmurny i wietrzny, choć czasem słońce przyświecało mocniej. Wtedy Pan Bajkomat wzdychał i wspominał coś o nadejściu wiosny i rdzewiejących na deszczu śrubkach. Tego właśnie dnia w parku pojawił się Kamil z III B. Był bardzo, bardzo zadowolony. Trzymał ręce w kieszeniach i głośno pogwizdywał. Powód jego dobrego humoru szybko wyszedł na jaw.

 

Po przywitaniu się z Panem Bajkomatem Kamil wyciągnął dłoń w jego kierunku i pokazał banknot – pięćdziesiąt złotych. Dumnie wyjaśnił – Znalazłem je na klatce schodowej. Tuż przy mojej wycieraczce. To się nimi zaopiekowałem. Przynajmniej więcej się nie zgubią i na coś się przydadzą… Kupię sobie nową grę.
– A mówiłeś rodzicom, że znalazłeś te pieniądze? – spytał cicho Pan Bankomat.
– No… Nie… – głos Kamila stał się bardziej niepewny. – Nie chciałem im zawracać głowy. I tak jakoś w ogóle nie było okazji… A masz jakąś nową, fajną bajkę? – Kamil szybciutko zmienił temat.
Wtedy właśnie Pan Bajkomat opowiedział po raz pierwszy historię o Sroczce.
 

Bajka o Karmelce

Sroczka Karmelka była bardzo miła i uczynna. Zawsze pomagała innym, więc wszyscy ją lubili. Największą przyjemność sprawiały jej prace w ogrodzie. Grabienie, przekopywanie grządek, sadzenie roślin. Karmelka była przy tym bardzo pracowita i wspaniałomyślna. Dbała nie tylko o swój ogródek oraz ogrody należące do zaprzyjaźnionych zwierząt. Sprzątała też Park Trzech Wróżek, w którym mieszkała. Codziennie zakasywała rękawy i zmiatała liście z alejek, zbierała patyczki i drobne śmieci, które psotne dzieci rozrzucały wokół siebie. Nikt ją o tę pracę nie prosił. Bardzo ją jednak lubiła. Zwłaszcza że czasem podczas jej wykonywania potrafiła znaleźć coś pięknego – błyszczący kapselek, drucik albo koralik. Oczywiście nie wyrzucała niczego, tylko chowała do swojego gniazda. Nie mogły się przecież zmarnować. W jej kolekcji było kilka naprawdę wspaniałych znalezisk. Trzy pierścionki, dwa kolczyki, jakiś złoty łańcuszek. Była nawet jedna srebrna łyżeczka, znaleziona na trawniku w ogródku Pani Borsukowej. Czy te rzeczy są naprawdę śmieciami? Czy może mają jakiegoś właściciela, który ich teraz poszukuje? Tym już Sroczka nie miała czasu zajmować sobie głowy. Kiedyś co prawda widziała, jak Wróżka Zuzia szukała pierścionka w parku. Ale to pewnie chodziło o inny pierścionek, nie ten, który Sroczka Karmelka znalazła dzień wcześniej alejkę obok.
– Swoją drogą, jakie to dziwne, że te pierścionki tak często się gubią – myślała Karmelka. – Ten świat byłby zupełnie zabałaganiony, gdyby nie takie dzielne sroczki jak ja. Sprawdzę, czy Pani Zajączkowa ma czysto w ogródku. Idzie wiosna, trzeba uprzątnąć trawniki z resztek zeszłorocznych liści. A tam w norce urodziły się małe zajączki.
I tak Karmelka sprzątałaby chyba do końca świata, gdyby nie Burasek i Krótki Dziobek – dwa ciekawskie wróble. Pewnego dnia zajrzały do dziupli sroczki. Ze zdziwieniem zobaczyły tam pełno różnych świecidełek. Wśród zwykłych rupieci było też sporo cennych przedmiotów. Wróble, jak to wróble, szybciutko poleciały podzielić się swoimi odkryciami z innymi osobami. Zaczęły od powiadomienia o wszystkim Króla Pchełka. Ten bardzo zainteresował się sprawą i postanowił zbadać ją osobiście. Zabronił wróblom dalej ćwierkać o Sroczce Karmelce. Rozkazał zaprząc karocę i ze swoim szambelanem pojechał wprost do Parku Trzech Wróżek.
Sroka Karmelka grabiła właśnie trawnik, gdy dostrzegła niespodziewanych gości. Szybko ułożyła piórka na czole i w ogonie, po czym powitała ich bardzo wytwornie. W końcu z zaciekawieniem zapytała, co sprowadziło Króla do parku. Ten opowiedział:
– Chciałbym Ci podziękować. Dowiedziałem się, że pomagasz utrzymywać porządek w parku. Ludzie, którzy rozrzucają śmieci wokół siebie postępują bardzo źle. Tobie za to należy się Medal Przyjaciela Królestwa.
Sroczka dumnie wypięła pierś i poprawiła trzymane grabie.
Król kontynuował przemówienie, zrobił jednak przy tym zatroskaną minę. – Hm… – chrząknął. – Problem pojawia się, gdy przy sprzątaniu znajdujesz coś cennego, na przykład pierścionek. To nie jest zwykły śmieć. Ta rzecz pewnie została zgubiona przez jakiegoś skrzata lub zwierzaka. Jeżeli wiesz, kto jest właścicielem zguby, musisz mu ją oddać. Jeśli nie wiesz, powinnaś chociaż spróbować się tego dowiedzieć.
Sroczka bardzo się zasmuciła. Tłumaczyła, że nikomu nic nie zabrała. Wszystko po prostu znalazła. Jeden pierścionek leżał pod krzaczkiem na Bukowej Polance, inny przy parkowej alejce, następny nad Srebrnym Stawem, a srebrna łyżeczka na trawniku w ogródku Pani Borsukowej. Im więcej jednak mówiła, tym coraz mniej sobie wierzyła. Poczuła, że wcale nie chciała odszukać właścicieli znalezionych skarbów. W końcu zapytała: „to co ja mam teraz zrobić?”.
Król Pchełek pomyślał chwilę, podrapał się po swojej brodzie i odrzekł – łyżeczkę zanieś Pani Borsukowej. O pierścionek spytaj Wróżkę Zuzię. A co do reszty, to przygotuj ogłoszenia. Narysuj zgubione rzeczy i napisz, gdzie je znalazłaś. Może ktoś się po nie zgłosi.
Sroczka szybko przystąpiła do pracy. Przez kilka dni rysowała, pisała i kleiła, aż wreszcie w najbardziej uczęszczanych zakątkach lasu zawisły plakaty z informacją. Karmelka z niepokojem oczekiwała pierwszych gości. Bała się, że nazwą ją złodziejką. Okazało się, że nie było aż tak źle. Zwierzęta grzecznie dziękowały za opiekę nad zgubami. Niektóre przynosiły kwiatek albo cukierka z podziękowaniem. Wróżka Zuzia nawet ucałowała Sroczkę. Wizyta u Pani Borsukowej też nie była najgorsza. Tylko raz wspomniała coś o tym, że łyżeczka nie była tak do końca zgubiona. Spadła ze stołu na trawnik i pewnie szybko zostałaby podniesiona. I choć Pani Borsukowa nie powiedziała już na ten temat ani jednego słowa, Sroczka Karmelka zrobiła się na chwilę czerwona jak burak.
Kiedy Pan Bajkomat skończył opowiadać, Kamil trochę przypominał Karmelkę – również był nieco czerwony. Może to te podmuchy wiatru tak zarumieniły jego policzki? A może nie. Burknął tylko pod nosem: – To ja już pójdę. Mam coś pilnego do załatwienia. Tata za chwilę wychodzi do pracy – i pobiegł do wyjścia parku, sprawdzając po drodze kieszenie.